Top Downloads

Keygen
Crack
Vista
DVD
Video

Webmasters

Links exchenge

My base 1270245 downloads
Get Info on teka sweet from 14 search engines in 1.
teka sweet Info
teka sweet! Download Here!
teka sweet - Download Here!
Find teka sweet Here! Click Here!
Looking for teka sweet?
Shop for teka sweet, and deals on tons of other products.
All about teka sweet Here!
Find the Best Deals. Shop for teka sweet now.
Find the Best Deals for teka sweet
Check Free Online Encyclopedia for information about teka sweet.
teka sweet in Encyclopedia
Shop and compare great deals on teka sweet and other related products.
Shopping for teka sweet?
Let us help you find teka sweet and more!
Looking For teka sweet

czwartek, 10 kwiecień 2008

Chęć 2x02 - "Nie zabijaj"


- Cholera, dziewczyno!
- Seks na zgodę musi być kurewsko dobry. Nie wiedziałeś o tym, Robert? – zapytała Wiktoria.
- Najwidoczniej nie. – odparłem.
- W takim razie dużo rzeczy nie wiesz. Ale wiedz jedno, będziesz musiał dać z siebie jeszcze więcej.
I znowu zaczęła. Nawet nie wiecie, ile razy człowiek może przeżyć orgazm w ciągu jednej nocy. Nie, nie bójcie się. Nie będę wam tego ani uświadamiał, ani tłumaczył.
- Schodzę na dół. – oznajmiła wyraźnie podniecona Wiktoria.
- Nie krępuj się i rób ze mną co chcesz. Dziś jestem cały twój.
Wiktoria zaczęła robótkę ręczną. Telefon zadzwonił. Popatrzyła na mnie.
- Kochanie, nie przeszkadzaj sobie. – powiedziałem. – Odbiorę, a ty rób to, co robisz.
- Rozkaz to rozkaz. – powiedziała kusząco.
Odebrałem telefon.
- Słucham?
- Robert, nie uwierzysz. – usłyszałem znajomy głos Tomka.
- Coś się stało?
- Coś się stało? Ty się mnie pytasz, czy coś się stało?! To ja ci, kurwa, odpowiem. Tak, stało się. Sprawdziliśmy naszą ofiarę. Nazywa się Irek Weler i zgadnij co dalej.
- Przez ostatnie parę miesięcy był w ciężkiej depresji, zwolniono go z pracy, rzuciła go żona i odeszła z innym. – zakończyłem znużonym głosem wyliczankę.
- Dokładnie. Pomyliłeś się tylko w jednym.
- A mianowicie? – zapytałem.
- Rzuciła go dziewczyna. Jest jeszcze coś. W jego mieszkaniu znaleźliśmy rozsypane tabletki nasenne, co znaczy, że…
- Chciał popełnić samobójstwo. – dokończyłem. – Wiesz co, Tomek? Nawet nie wiesz, jakie to dziwne uczucie mieć zawsze rację.
- Bardzo zabawne. Wpadnij później na posterunek. – powiedział i odłożył słuchawkę.
Weronika patrzyła na mnie z wyrzutem.
- Co się stało? – zapytałem. – Miałaś sobie nie przeszkadzać i zająć się nim. – powiedziałem.
- Tak, miałam. Dobrze, że powiedziałeś to w czasie przeszłym.
Faktycznie. Miała rację. Mój wzwód powiedział: „pa-pa”.

„Chęć”
Odcinek:
2x02 – „Nie zabijaj”

W redakcji było wyjątkowo nudno. Jedynie naczelny podskakiwał na wieść o mordercy samobójców. Wszyscy inni nie wydali się zbytnio podekscytowani tą informacją.
Podszedł do mnie Bartek.
- Jaki mamy dzisiaj plan działania? – zapytał.
- W sumie nic ciekawego. Tomek powiedział, żebyśmy wpadli później na posterunek. A poza tym... nudy.
- Jestem ci dzisiaj koniecznie potrzebny?
- Nie, możesz się spokojnie urwać. – odparłem.
- Dzięki, mam u ciebie dług.
I wyszedł. A ja obróciłem się do komputera i znów zacząłem się nudzić. Po chwili poczułem zżerający mnie od środka głód „chęci”. Czułem, że muszę go zaspokoić, bo byłoby jeszcze gorzej.
Rzuciłem naczelnemu, że dzisiaj popracuje w terenie i pojechałem na łowy. Nie uwierzycie, ale fabryka po tych wszystkich ekscesach dalej była niezabezpieczona i dalej była miejscem moich mordów. Na moim osobistym celowniku znajdowała się tym razem konkretna osoba, a mianowicie Mikołaj Brzozowski zamieszany w tetrykowski handel narkotykami na masową skalę. Gówno, które dostarczał młodym ludziom, było cholernie niebezpieczne i wielu przekręciło się na drugą stronę. Brzozowski oczywiście, jak to w takich sprawach często bywa, wywinął się ze wszystkiego i pokazał soczysty środkowy palec na kodeks karny. Na mój kodeks będzie mógł nawet się wypiąć, a i tak go nic nie uchroni.
Wszystko miałem przygotowane w samochodzie – cały podręczny zestaw seryjnego mordercy. Podjechałem pod dom Brzozowskiego. Fałszywe papiery podawały mnie za pracownika pogotowia gazowego.
Zapukałem do drzwi.
- Czego? – otworzył mi Brzozowski.
- Jestem pracownikiem pogotowia gazowego. Dostaliśmy zgłoszenie o wycieku gazu w tym mieszkaniu.
- Ja nic nie zgłaszałem. Żegnam.
Już chciał mi zamknąć drzwi przed nosem, jednak szybko je złapałem.
- Każde zgłoszenie musimy sprawdzić i upewnić się, że takiego wycieku nie ma.
- Facet, nie pierdol mi tutaj, tylko pokazuj papiery. Tak w ogóle, to nie powinniście mieć jakiś specjalnych ubrań roboczych?
- Oto papiery. – pooglądał i oddał. – A co do ubrań. Sam pan wie, jeden trafi na szefa skurwysyna, drugi na złotego człowieka. Nasza ekipa natrafiła na tą drugą opcję.
- Rozumiem. Tylko pośpieszyć się musisz, koleś, bo zajęty jestem.
- W jakiej branży pan pracuje? – zapytałem.
- W srakiej. Sprawdzaj i wypieprzaj.
Nie był zbyt miły. Poszedł do pokoju i usiadł przy laptopie, a ja ukryłem się w korytarzu i poczekałem na odpowiedni moment. Po chwili Brzozowski wstał.
- Facet, skończyłeś już? – krzyknął.
Poszedł do kuchni. Gdy zobaczył, że mnie tam nie ma, wyciągnął broń.
- Masz przejebane, koleś! – krzyknął kolejny raz.
Od razu widać było, że jest obeznany z bronią palną i używał jej częściej niż ja. Mogłem więc przypuszczać, że jest dobrym strzelcem, co oznaczało zaś, że nie mogę podjąć zbędnego ryzyka i muszę po prostu poczekać na odpowiedni moment.
Odbezpieczyłem strzykawkę. Brzozowski wyciągnął telefon i zaczął gdzieś dzwonić.
- Wbijajcie do mnie, bo jakiś facet podał się za pracownika pogotowia gazowego i zniknął w mojej chacie. Nie chcę ryzykować, czekam.
Takiej opcji nie przewidziałem i musiałem podjąć ryzyko. Skradałem się ze strzykawką za jego plecami. Już miałem wbić mu ją w kark, kiedy dostałem z łokcia prosto w twarz.
- Tu jesteś, skurwysynu! – wrzasnął Brzozowski celując we mnie.
Kopnąłem go w dłonie i wypuścił pistolet z rąk. Czułem jak ciepła krew spływa mi z nosa. Dostałem jeszcze raz z pięści w twarz i upadłem bezwładnie na ziemię. Brzozowski splunął na mnie.
- Za chwilę się tobą zajmiemy, koleżko.
Zapomniał natomiast o pistolecie, który leżał bardzo blisko mnie. Czym prędzej go chwyciłem i strzeliłem dwa razy w klatkę piersiową Brzozowskiego. Upadł na podłogę. Usłyszałem samochód zajeżdżający pod dom. Uciekłem tylnymi drzwiami. Poczekałem na odpowiedni moment i podbiegłem do auta. Zwiałem stamtąd z piskiem opon i zobaczyłem w lusterku, że patrzy na mnie dwóch gości w skórzanych kurtkach.
- Kurwa mać! – zakląłem.
Nie nakarmiłem „chęci”, dałem się pobić, zostawiłem pełno śladów, moje auto widziało dwóch gangsterów, którzy pewnie mają mnie od teraz na celowniku, no i znów stanę się obiektem śledztwa. Czy coś mogło jeszcze bardziej spieprzyć ten dzień? Nie uwierzycie, ale mogło.
Postanowiłem pojechać na komisariat i zobaczyć co przygotował dla mnie Tomek. Zaparkowałem i zobaczyłem wychodzącego Tomka. Gdy zauważył mnie, od razu podszedł.
- Co ci się stało? – zapytał patrząc na krwawiący nos.
- Bliskie spotkanie ze słupem. Kara za brak podzielności uwagi podczas rozmawiania przez telefon. – odparłem trzymając chusteczkę przy nosie. – Gdzie jedziesz?
- Na miejsce zbrodni.
- Jak to? Nasz morderca uderzył znowu? – zainteresowałem się.
- Nie, zabito tego handlarza narkotyków - Mikołaja Brzozowskiego. Dostał dwa strzały w klatkę piersiową, a dwóch podwładnych potrafi zidentyfikować zabójcę. Oczywiście oni go pierwsi dopadną. Szczerze mówiąc to facet jest już praktycznie martwy. Chcesz mi towarzyszyć?
- Nie. – odpowiedziałem. – Chciałem się dowiedzieć co za nowinkę masz dla mnie.
- Ah, to oto chodzi. Zapomniałem. Naprawdę nie mam teraz czasu. Wpadnij jutro. Lecę, cześć.
- Na razie. – pożegnałem się i wyciągnąłem telefon.
Zadzwoniłem do Wiktorii.
- Tak?
- Kochanie, wrócę dzisiaj późno. Nie czekaj na mnie z kolacją. Posiedzę w redakcji.
- Znowu? – zapytała podirytowana.
- Taka praca.
- No dobra, ale i tak poczekam.
- Jak chcesz, ale naprawdę nie wiem o której wrócę. Pa.
- Pa.
Pojechałem pod redakcję. Wszedłem na górę. Naczelny powitał mnie uśmiechem i zapytał się co mi się stało. Powiedziałem dokładnie to samo, co Tomkowi i usiadłem za biurkiem.
Po chwili jeden z redaktorów krzyknął:
- Mamy newsa. Dostałem przeciek z policji. Mikołaj Brzozowski nie żyje. Został zastrzelony przez nieznanego napastnika, a gangsterzy nie chcieli zdradzić nawet koloru samochodu. Widać, że chcą dorwać gościa sami.
- Pięknie… - powiedziałem pod nosem.
- Masz coś więcej? – zapytał naczelny.
- A jakże. – odpowiedział. – Broń z której został zastrzelony Brzozowski należała do niego, nie była legalna i zniknęła z miejsca zbrodni. Morderca podał się za pracownika pogotowia gazowego, lecz pogotowie oczywiście nikogo nie wysłało. Brzozowski zadzwonił przed śmiercią do jego goryli, że ktoś się kręci po jego domu i po tym padły strzały.
- Ile? – zapytałem udając zainteresowanie.
- Dwa. Z moich informacji wynika, ze oba wycelowane w klatkę piersiową. I jest jeszcze coś. Krew, która została znaleziona na miejscu zbrodni, nie należy tylko do Brzozowskiego. Należy również do napastnika.
Krew mi odpłynęła. Jeśli ktoś zgrabnie połączy fakty, od razu dojdzie do mnie. Miałem nadzieję, że nikt nie jest na tyle spostrzegawczy.
Posiedziałem jeszcze chwilę w redakcji i postanowiłem jednak wrócić wcześniej do domu. Wszedłem do mieszkania i zastałem Michała.
- O… cześć. Co tu robisz? – zapytałem.
- Wpadłem na pogawędkę, ale cię nie było to Wiktoria zaprosiła mnie na kolację. No ale jeśli już jesteś, to mogę się zbierać.
- No co ty wyprawiasz? Zostań. – powiedziałem z uśmiechem.
- Z kim rozmawiasz, kochanie? – usłyszałem głos Wiktorii.
Początkowo pomyślałem, że to mnie pyta, lecz szybko ujrzałem w jak wielkim błędzie byłem. Wiktoria wyszła pół naga. Od razu zrozumiałem o co w tym wszystkim chodzi.
- Ty szmato… - udało mi się powiedzieć.
- Robert, uspokój się. Mieliśmy zamiar… - zaczął, ale mu przerwałem.
Popatrzyłem na Wiktorię.
– A my mieliśmy zamiar wziąć ślub. – powiedziałem nad wyraz spokojnie.
- Ja pójdę się lepiej ubrać… - powiedziała niepewnie Wiktoria.
Poszła, a Michał zaczął:
- Wiem o czym myślisz, ale nie rób tego. Wiktoria była zdegustowana twoim zaangażowaniem w pracę od wielu miesięcy.
- Od wielu miesięcy? To ile to trwa? – zapytałem.
- Pół roku… - odpowiedział Michał.
- To było pytanie retoryczne.
Przez chwilę się wahałem, w następnej oczy zaczęły mi łzawić, a po chwili wyciągnąłem broń, którą zabrałem Brzozowskiemu i wycelowałem w Michała.
- Stary, nie rób tego! – krzyknął. – Wiem, że jesteś wkurwiony, czujesz się zdradzony, ale tak być po prostu musiało!
Po chwili dodał:
- Mogłeś mnie zabić dziesięć lat temu – nie zrobiłeś tego. Teraz celujesz we mnie? Po tym co przeszliśmy razem? Po tym jak dochowywałem wiernie twoją tajemnicę? Po tym…
Strzeliłem mu w ramię. Upadł na podłogę.
- Kurwa! – ryknął.
- Co się, do jasnej cholery, stało? – wybiegła Wiktoria. – Robert… skąd miałeś pistolet?!
Wycelowałem w nią.
- Robert?!
Strzeliłem. Prosto w głowę. Wiktoria spadła martwa ze schodów.
- Co ty, kurwa, zrobiłeś?! – wrzasnął Michał, po czym zaczął płakać.
Dodał po chwili z błaganiem w oczach:
- Robert, ty mnie nie zabijesz, prawda? Robert?!
Podszedłem do niego i popatrzyłem mu prosto w oczy.
- Nie, nie zabiję cię. Sprawię, że sam będziesz chciał umrzeć.
Wycelowałem w niego znowu.
- Wstawaj. – rozkazałem.
- Robert, dlaczego to zrobiłeś? Nie musiałeś…
- Do garażu. No już.
- A co zamierzasz zrobić z ciałem Wiktorii? – zapytał rozdygotany.
- Zgłoszę włamanie, ale ciebie powinno to w tej chwili najmniej interesować.
Podeszliśmy do samochodu. Otworzyłem bagażnik.
- Wskakuj.
- Robert, błagam! – upadł na kolana.
- Ścierwo. – powiedziałem z odrazą i splunąłem mu na twarz. – Wskakuj do bagażnika.
Tym razem grzecznie usłuchał. Zamknąłem bagażnik.
Pojechałem pod fabrykę. Otworzyłem wielkie drzwi do niej i wręcz wrzuciłem w jej głąb Michała. Zapaliłem światło. Michał, który się powoli wykrwawiał, błagał mnie o życie.
- Robert, przemyśl to. Przemyśl to, błagam cię!
- Trzeba było nie pchać swojego fiuta tam gdzie nie trzeba.
- Ja nie…- zaczął.
- Co „ ja nie”? Co „ja nie”? To może ty się z kutasem na łby pozamieniałeś, co przyjacielu? Zresztą, to i tak bez znaczenia teraz. Dla mnie już umarłeś.
- Nie zabijaj mnie, nie zabijaj…
- Nie zabijaj. – odezwał się głos z sąsiedniego pomieszczenia. – Skoro tak ładnie prosi… Nie zabijaj, spraw by sam chciał umrzeć, a nie mógł. Spraw, by poczuł wieczny ból niemocy.
Tajemniczy gość wyszedł z sąsiedniego pomieszczenia w dziwnej masce. Od razu wiedziałem kto mnie dziś odwiedził i co najdziwniejsze – ucieszyłem się z tego powodu.

Autor: Michał „Sweet” Biszkowiecki

wtorek, 1 kwiecień 2008

Chęć Sezon 2 - całość


Chęć
Sezon 2
Z okazji tak długiej przerwy, należy wam się taka rekompensata. Tadaaam! To największa niespodzianka, jaką szykowałem dla moich czytelników. Cały drugi sezon Chęci jest do ściągnięcia poniżej. Cały sezon liczy dziesięć odcinków, więc trochę tego jest. Miłej lektury.

http://rapidshare.com/files/104034992/Sezon_2.rar

PWNED!

PRIMA APRILIS, NOOBS!

środa, 26 marzec 2008

"403" - nowy serial pisany


Od pewnego czasu zapowiadałem nowy serial pisany o wielowątkowej fabule. Do czasu, w którym wypuściłem tą informację oficjalnie na bloga, układałem w swojej chorej głowie zarys, a raczej cały obrazek przedstawiający fabułę "403". Oczywiście dobrze wiecie, że nie mogę wam zdradzić praktycznie nic, by nie zepsuć efektu zaskoczenia, zaś to co mogę - znajdziecie poniżej.

Fabuła:
Ray Allen jest mieszkańcem Chicago. Gdy jego żona popełnia samobójstwo w wannie podcinając sobie żyły, popada w głęboką depresję i nie wychodzi z domu. Kiedy postanawia wyjść do ludzi, okazuje się, że... nie może, gdyż został uwięziony we własnym mieszkaniu. Jego drzwi są zabarykadowane od wewnątrz. Jego krzyków nikt nie słyszy, a w mieszkaniu zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Czy Ray, aby na pewno jest sam?

wtorek, 25 marzec 2008

Koniec przerwy


Kolejna przerwa w blogowaniu dobiegła końca. Wszystkie ważne sprawy, jakie zaprzątały mi mój jakże cenny czas, zostały załatwione. Oznajmiam wszem i wobec, że w najbliższym czasie zostaniecie zasypani felietonami, recenzjami gier, filmów i muzyki, następnym odcinkiem "Chęci" i (news! news!) nowym serialem pisanym, pt. "403" (info już jutro). Pojawi się także nowy dział/seria, a mianowicie "Sweet poleca". Będzie to zestawienie różnych wartościowych rzeczy z różnych branż, które będzie się ukazywało co jakiś czas na blogu. Zdradzę, iż jako pierwsza na ruszt pójdzie moja najświeższa pasja, czyli seriale. A teraz największy big bang mający na celu wyrwać jądra z moszny i kazać im salutować przed monitorem - wywiad z Jeanem-Luckiem Bilodeau, czyli serialowym Joshem w "Kyle XY". To tyle.

Jak sami dobrze widzicie - nie zatrzymałem się w miejscu. Ba, śmiem twierdzić, że prężnie się rozwijam i dotrzymuje obietnic (miał być kolejny wywiad? I jest!). Przez najbliższy okres nie będziecie narzekać na nudę, obiecuję.

PS Mam jeszcze skrytą nadzieję, że wasza niechęć do pisania komentarzy zostanie skazana na samozagładę.

sobota, 1 marzec 2008

Chęć 2x01 - "Niech żyje nam"


Urodziny. Trzydzieści jeden lat za mną. Tyle wody upłynęło od moich dwudziestych pierwszych urodzin. Tyle lat upłynęło od tamtej sprawy. I tyle rzeczy się zmieniło. Zaiste, na lepsze, lecz tamta sprawa nie dawała mi spokoju i często wracałem myślami do pamiętnej nocy w fabryce, gdzie poznałem prawdę o moim wujku i ojcu, a także o reszcie męskiej części familii Tomaszewskich.
Przyglądałem się bandzie dziennikarzy z redakcji fałszującej „sto lat” na moją cześć. Było to na prawdę ciekawe zjawisko. Wyrazy twarzy niektórych moich znajomych były bardzo dziwne i ukazywały chęć popicia sobie z okazji czyichś najbliższych urodzin. Skończyli, nareszcie. Odetchnąłem z ulgą.
- Ja muszę już lecieć… - powiedział Bartek.
Tak, ten sam Bartek z którym pisałem o Chirurgu.
- No chyba żartujesz. – próbowałem go zatrzymać. – Impreza się dopiero zaczyna. Nie mów, że nie chcesz pooglądać bandy spoconych facetów drących się w niebogłosy?
- Chyba spasuję. Ty także powinieneś wracać do swojej ukochanej. – uśmiechnął się.
Salwa dzikich gwizdów atakowała moje uszy.
Bartek wyszedł, a impreza zaczęła się na dobre. Wypiłem dwa kieliszki wódki i wyszedłem niepostrzeżenie.

„Chęć”
Odcinek:
2x01 – „Niech żyje nam”

Zajechałem pod dom. Otworzyłem drzwi i tym razem usłyszałem znacznie przyjemniejsze „sto lat”. Bartek, Michał i Wiktoria nadwyrężali swoje struny głosowe, przy tym trzymając tort.
- Dziękuję wam, ale naprawdę nie było trzeba. – powiedziałem.
- Ależ właśnie trzeba było, kochanie. – odpowiedziała z pięknym uśmiechem Wiktoria. – Pomyśl życzenie.
I pomyślałem. Pomyślałem o tym, żeby wyjść z rutynowej pracy i żeby znowu było ciekawie.
Adrenalina – to, co miśki lubią najbardziej.
- Pomyślałeś? – zapytał Michał.
- Tak, chyba mogę je zdmuchnąć.
Usiedliśmy do stołu.
Michał zagadnął do mnie:
- To już dziesięć lat od tamtej nocy, Rob. Dziesięć lat…
- Wiem, Michał, wiem.
- Przy okazji, jakie było twoje życzenie urodzinowe? – zapytał Michał.
- Żeby skończyć z ogarniającą mnie rutyną. – odparłem.
- Miejmy nadzieję, że się nie spełni. – roześmiał się.
Wieczorem wszyscy rozeszli się do domów, a ja zostałem sam z moją drugą połówką.
- Robert, to już sześć lat. Sześć lat jesteśmy razem. Może złączymy się świętym sakramentem?
- Wiesz co myślę o instytucji zwanej kościołem.
- Robert…
- Dobrze. – powiedziałem.
- Co? Czy ja się przesłyszałam?
- Nie. Weźmiemy ślub. – nachyliłem się ku niej. – Nie przesłyszałaś się.
- Kocham cię. – szepnęła.
- Ja ciebie mocniej. – uśmiechnąłem się i poszliśmy na górę.
Budzik zadzwonił. Wiktoria leżała na mojej klatce piersiowej. Delikatnie ułożyłem jej głowę na poduszce. Wstałem i wziąłem prysznic, po czym zszedłem na dół. Włączyłem czajnik, zaparzyłem herbatę i zrobiłem sobie jajecznicę. Moje możliwości kulinarne były zdecydowanie ograniczone.
Niespodziewanie komórka zaczęła wibrować. Dzwonił Bartek.
- Stary, to jest zdecydowanie najciekawsza sprawa, jaka się trafiła redakcji w naszej karierze! – krzyczał podniecony.
- Co się stało?
- Przyjeżdżaj pod redakcję. Musisz to zobaczyć!
Więc pojechałem. Wbiegłem na górę i stanąłem zdyszany w drzwiach.
- Chłopie, coś takiego nie zdarzyło się od dziesięciu lat. Od sprawy Chirurga. Ba, to jest stokroć lepsze. – mówił podniecony Bartek. – Popatrz na to. Przysłała to dzisiaj nam nasza wtyka w policji.
Wręczył mi zdjęcia. To co ujrzałem było naprawdę okropne. Nie chcielibyście tego widzieć, wierzcie mi. Na sfotografowanym stole leżał okropnie okaleczony człowiek, a raczej coś, co tego człowieka przypominało. Ciało było bez nóg, rąk, a nawet skóry. Głowa nie miała języka, powiek, również wargi zostały starannie wycięte. A najgorsze w tym wszystko było to, że ofiara żyła. Oddychała i nie mogła umrzeć. Eutanazja była w tym wypadku najlepszym wyjściem.
- Cholera jasna… - powiedziałem cicho.
- Dokładnie. – powiedział naczelny. – Nie możemy zrobić z tego nadmuchanej medialnej opowiastki, bo to, co właśnie widzicie, to naprawdę straszna zbrodnia i tylko zwierzę jest zdolne do czegoś takiego.
- Biorę to. – krzyknąłem.
- Ty? Myślałem, że ostatnio siedzisz jedynie w filmach, grach i muzyce. – powiedział zdezorientowany.
- Wezmę to. Nie można być monotematycznym.
Po chwili namysłu, naczelny odpowiedział:
- Dobrze. Dostaniesz to, Robert, ale potraktuj to naprawdę poważnie. Pomyślcie o tym, co przeżywa rodzina tego biedaka.
Usiadłem przy biurku.
- A ty gdzie siadasz? Wio na miejsce zbrodni. – ponaglił mnie naczelny.
Po kilkunastu minutach byliśmy z Bartkiem na miejscu. Machnęliśmy przepustką policjantom przed oczami i weszliśmy do środka. Bartek, który już uodpornił się na widok martwych ciał (przynajmniej tak mi się wydawało), zwymiotował na ścianę.
- Nie wiem, czy sobie zdajesz sprawę, ale zarzygałeś mi miejsce jebanej zbrodni! - krzyknął główny śledczy.
- Ja... przepraszam… - wyjąkał Bartek, któremu zbierało się na następną serię.
- Wyjdź stąd lepiej zanim znowu puścisz pawia. – powiedział już spokojniej.
- Czy morderca, a raczej ten, który okaleczył tego człowieka, coś zostawił? – zapytałem po chwili.
- Wiem jedno. – odpowiedział policjant. – Na pewno nie zostawił najmniejszych dowodów.
Zrezygnowany podszedłem do „człowieka” leżącego na blacie.
- Ale zostawił to. – powiedział detektyw.
Obróciłem się. Wręczył mi małą karteczkę. Pisało na niej: „Wybierz życie”.
- Zaiste, ciekawe. – skomentowałem. – Już w tej chwili jestem pewny, że będą następne ofiary.
- Co do tego nie mamy wątpliwości. – odpowiedział Tomek, bo tak się nazywał. – Dlatego naszym głównym celem jest jak najszybsze ujęcie tego śmiecia. I tu mamy nadzieję, że media będą nas wspierać w jakiś konkretny sposób.
- Zrobimy wszystko co w naszej mocy. Mogę trochę powęszyć?
- Tak, ale nie udostępniajcie zdjęć. Myślę, że są zbyt drastyczne.
- Jeszcze jedno. – dodałem po chwili. – Zidentyfikowaliście kim była ofiara?
- Nie, na razie nie mamy środków. – opowiedział Tomek.
Podszedłem do ciała. Świetna robota i wykończenie. Kroić takiego mordercę to prawdziwy zaszczyt. Lokacja jaką wybrał była bardzo obskurna. Nie wiem co chciał tym udowodnić, może kogoś nastraszyć? U mnie budziło to jedynie uśmiech politowania na twarzy, lecz jego technika zasługiwała na prawdziwy szacunek.
- Skończyłeś? – zapytał Bartek.
- Myślę, że mam na razie wszystko.
Wsiedliśmy do samochodu.
- Co za zwierzę mogło coś takiego zrobić drugiemu człowiekowi?
- Odpowiedź jest prosta – seryjny morderca z bardzo wyrafinowanym gustem. – uśmiechnąłem się.
- Błagam cię, Robert. Nie żartuj sobie z takich rzeczy.
- Przepraszam, ale taki już jestem, byłem i…
- Będziesz. – przerwał mi Bartek. – Wiem. Wracasz do redakcji?
- Nie. – odpowiedziałem. – Popracuję w domu.
- Dobrze.
Wróciłem do domu. Wiktoria przywitała mnie ciepło.
- Nawet nie spostrzegłam, kiedy rano wyszedłeś. – powiedziała z pięknym uśmiechem. – W pracy coś ciekawego?
- Nie pytaj.
- Co się stało?
- Mamy nowego seryjnego mordercę. W sumie to on nie jest mordercą.
- O czym ty mówisz? – zapytała.
- Jest pierwsza ofiara, ale jesteśmy pewni, że będą następne. Sprawca okalecza ofiary, pozbawiając je prawie wszystkich członków ciała. Ofiary ze względu na zakazaną eutanazję będą żyć, aż do naturalnej śmierci. Na dodatek, dodał karteczkę na której pisało: „Wybierz życie”.
- Okropne. Robert, mam nadzieję, że…
- Wziąłem tą sprawę.
- Prosiłam cię… - powiedziała zawiedziona.
- Musiałem. To jest moja praca.
- A ja jestem twoją osobą, która cię kocha i obiecałeś mi coś.
- Wiktoria…
Poszła na górę, a ja zadzwoniłem do Michała.
- Wpadnij do nas. Rozluźnisz atmosferę.
- Coś się stało? – zapytał Michał.
- Nie pytaj. – odpowiedziałem.
Wieczorem siedzieliśmy w trójkę przed telewizorem. Weronika, która była dalej obrażona, rozmawiała z Michałem. Ja natomiast rozmyślałem o dzisiejszej ofierze. Najbardziej intrygowała mnie kartka z napisem: "Wybierz życie".W pewnym, nagłym i najbardziej nieoczekiwanym momencie, zapaliła mi się lampka w głowie. Kartka jest praktycznie ustalonym schematem mordercy. Oczywiście nie byłem pewny, czy moje podejrzenia są prawdziwe, lecz i tak chwyciłem za telefon i zadzwoniłem na policję.
- Dajcie do telefonu Tomka! – wręcz krzyknąłem.
- Jest teraz bardzo zajęty. – poinformowała mnie policjantka o miłym głosie.
- Gówno mnie to obchodzi, mam ważne informacje dotyczące dzisiejszej sprawy.
- Dobrze… Już go daję.
- Słucham? – usłyszałem po chwili głos detektywa.
- Kartka to schemat. – powiedziałem z podnieceniem.
- O czym ty mówisz? – zapytał zaintrygowany.
- Kartka, którą zostawił zabójca to jego schemat. Próbujemy uchronić kolejnych ludzi, a odpowiedź leżała cały czas przed nami.
- Możesz mówić trochę jaśniej?
- Zabójca chce, żeby jego ofiary wybrały życie. Jeśli się nie mylę, to nasza ofiara zamierzała popełnić w najbliższym czasie samobójstwo. Morderca ukarał ją za to w najokrutniejszy sposób. Sprawił, że będzie żyła i nie będzie mogła się zabić.
- Robert, to jest genialne. Sprawdzimy to. Czemu ja tego nie zauważyłem? – zapytał sam siebie zdegustowany.
- Od tego masz mnie – Twojego Sympatycznego Znajomego Dziennikarza.
- Dzięki. – odpowiedział i odłożył słuchawkę.
Spojrzałem na Michała.
- Widzę, że twoje życzenie się spełniło. – powiedział.

Autor: Michał „Sweet” Biszkowiecki

czwartek, 21 luty 2008

"Chęć" Sezon 2


Nadchodzi radosna nowina dla czytelników "Chęci". 2 sezon mego opowiadania nadchodzi naprawdę wielkimi krokami i ma nadzieję zamieszać w waszych głowach. O fabule i dacie premiery przeczytacie poniżej.

Fabuła:
Robert ma 31 lat. Znalazł sobie dziewczynę z którą się zaręczył. Z Michałem dalej sie przyjaźni. Daje również ciągle ujście swoim chorym potrzebom. Jednym słowem - sielanka na całego. Wydawać by się mogło, że nic nie zniszczy tego wesołego nastroju, a jednak... W Tetrykowie pojawił się nowy morderca, ale jego technika zadziwia i budzi podziw samego Roberta. Nowy zabójca nie zabija swoich ofiar. Wręcz przeciwnie. Zostawia tylko tors i głowę bez skóry, języka, czy nawet powiek. Ofiary ze względu na zakazaną eutanazję, żyją w szpitalach. Robert, jako zawodowy dziennikarz, postanawia dowiedzieć się czegoś więcej o tej sprawie.

PREMIERA: 1 marca

niedziela, 3 luty 2008

Wywiad z Magdą Apanowicz


Magda Apanowicz to 22 letnia aktorka, którą możecie podziwiać, m. in. w serialu "Kyle XY" w roli Andy Jensen. Moja skromna osoba zdołała ją nakłonić do krótkiego wywiadu. Efekt pracy zobaczycie poniżej.

Sweet: Witam. Z góry chciałbym ogromnie podziękować za wygospodarowanie dla mnie odrobiny czasu.
Magda: Naprawdę nie ma za co dziękować. Czasami fajnie jest dostać jakąś wiadomość na poziomie.
S: Pierwsze pytanie, jakie ci zadam będzie trochę oklepane i banalne. Twoje nazwisko dla nas, Polaków, wydaje się być bardzo znajome. Czy masz jakieś polskie korzenie?
M: Tak, mam. Moi dziadkowie byli Polakami, jak i również moi rodzice. Niestety ja polskiego nie znam. Może kiedyś spróbuję się nauczyć.
S: Jak dostałaś się do obsady „Kyle XY”?
M: Mój menadżer dał mi cynk, że trwa casting do roli żywiołowej dziewczyny w amerykańskim serialu. Zgłosiłam się i… zostałam wybrana. Możesz to nazwać szczęściem, przeznaczeniem, czy talentem. Ja po prostu się cieszę, że mogłam dołączyć do obsady i zagrać jedną z drugoplanowych ról.
S: Czy liczyłaś na to, że „Kyle XY” przyniesie Ci popularność?
M: Nie i dalej na to nie liczę. Gram, bo lubię. Nigdy nie grałam dla sławy. No może, jak byłam gówniarą, muszę przyznać, marzyłam o sławie i pieniądzach. Teraz liczy się przyjemność, którą czerpię z aktorstwa i kochający ludzie otaczający mnie.
S: Ale chyba nie zaprzeczysz, że miło jest widzieć, że ktoś docenia Twoją pracę?
M: Nie, nie zaprzeczę, bo to naprawdę pozytywne uczucie. Czasami człowiek musi się dowartościować w taki, czy inny sposób.
S: A jak Ci się dogaduje z innymi aktorami na planie?
M: Bardzo dobrze. Najlepsze relacje mam z Jeanem-Luckiem Bilodeau, czyli serialowym Joshem. Jean-Luc jest naprawdę świetną osobą i dobrze zapowiadającym się aktorem. Zresztą, nasze kontakty przekładają się na naszą pracę. Myślę, że stanowimy zgraną parę.
S: Ile jest w Tobie z Andy? Czy łączą was jakieś konkretne cechy charakteru?
M: Andy to w większości osoba otwarta, zabawna i twardo dążąca do celu. Taka jestem i ja. Myślę, że to również przekłada się na moją grę aktorską. Jeśli wzięłabym rolę, która jest moim kompletnym przeciwieństwem, to nie wyszło by to mojej karierze na dobre.
S: Znasz zakończenie sezonu?
M: Ale wypaliłeś. <śmiech> Wiedziałam, że to pytanie padnie, ale nie spodziewałam się go tak nagle. Nie, nie znam. Znam scenariusze na dwa najbliższe odcinki. Nawet, jakbym wiedziała jak druga seria się kończy, to nie mogłabym Ci nic zdradzić.
S: „Twarde prawo, ale prawo.”
M: Dokładnie, dokładnie. <śmiech>
S: Jakie to uczucie, oglądać siebie na ekranie telewizora?
M: Dziwne, naprawdę. Dlatego nie oglądam „Kyle’a”. <śmiech>
S: Masz jakieś konkretne plany na przyszłość?
M: Szczerze mówiąc… nie. Żyję w imię powiedzenia: „carpe diem”. Stało się to moim życiowym mottem. Na razie gram w „Kyle’u” i myślę, że jeszcze przez jakiś czas tak będzie. Możesz mnie także oglądać w serialu „Bionic Woman”. Jeśli dostanę jakąś ciekawą ofertę, to na pewno ją wykorzystam.
S: Chciałabyś coś powiedzieć do czytelników mojego bloga?
M: Pozdrawiam wszystkich i… zachęcam do oglądania nowych odcinków „Kyle XY”.
S: Dziękuję za miłą rozmowę.
M: A ja jeszcze raz powtórzę, że to nie jest, aż taki wielki problem.




Mirror links for 'Teka Sweet a':
 

Disclaimer

04.12.2008

Copyright © alfa21.net 2005 - 2007